Tytułem wstępu

Ibanez JS1000

czyli czym JS 1000 wyróżnia się z tłumu...

Joe Satriani praktycznie od samego początku swojej kariery związany był z gitarami japońskiej firmy Ibanez, ale rzecz jasna nie jest prawdą, że od samego początku grał na sygnowanym swoim nazwiskiem Ibanezie JS series...

W wywiadach udzielanych wiele lata temu, Satriani opowiadał o tym, jak nagrywał pierwszą płytę; Mówił między innymi o tym, że do dyspozycji miał tylko jedną gitarę i gdy potrzebował brzmienia typu "humbucker" wystarczyło, że zdjął struny z instrumentu, wymienił przetwornik z singla na humbucker, założył nowe struny, nastroił i już. Prosta i skuteczna metoda. A dzisiaj jakoś nikt nie chce w to uwierzyć... Gdy Steve Vai przedstawił Satrianiego w Ibanezie, Joe wybrał jeden z klasycznych modeli (540R) i wprowadził w nim lekkie modyfikacje. Z czasem, gitara jakiej używał Joe ewoluuje i zmienia się w to, co dzisiaj widzimy jako JS1000 czy JS1200.

Co zatem wyróżnia gitarę Ibanez JS 1000 od innych?

Składa się na to kilka elementów:

Specjalnie profilowany korpus, nazwany "aerofile" - ma wyjątkowo opływowy kształt który ma idealnie przylegać do ciała grającego muzyka i po prostu nie przeszkadzać w graniu. Deska jest szersza u dołu i zwęża się w górze - widać to dokładnie na zdjęciach (świetnie się prezentuje);

współczesny profil Radius Aerofileprofil Radius gitary RG540 z 1988 roku

Satriani nie jest muzykiem heavy-metal'owym. Jak wspomina nagrania pierwszej płyty Not Of This Earth: "Chciałem nagrać coś, co będzie zaprzeczeniem trashu". Czasami nie bardzo w to wierzę, bo mocy i energii w jego muzyce nigdy nie brakowało, ale przypuszczam, że chodzi mu o rodzaj przekazywanej energii - ma być pozytywna, a nie destrukcyjna. (Może dla tego odniósł tak wielki sukces jako muzyk, a jego płyt, nawet po latach słucha się zawsze z dużą przyjemnością?).

Gitara JS 1000 zatem nie jest stworzona do metalowego czadowania: nie wygląda na metalowy instrument i nie brzmi jak gitra dla heavymetalowca.

Deska z lipy amerykańskiej świetnie przenosi średnie częstotliwości, a odpowiednio wyprofilowane wycięcia umożliwiają swobodny dostęp do wysokich pozycji w (tylko) 22 progowym gryfie.

Tym, co najbardziej odróżnia jednak gitary serii JS od innych jest gryf - jest wyjątkowo specyficzny. Wykonany z jednego kawałka klonu (nazwany przez Ibaneza JS Prestige), gryf ten ma różną krzywiznę (radius) w zależności od miejsca (tzw. MultiRadius); W wysokich pozycjach (bliżej deski) gryf jest bardziej płaski, a w niskich pozycjach (bliżej główki) jest bardziej okrągły. Nie są to różnice zauważalne w pierwszej chwili - nie widać tego na zdjęciach i nie fotografuje się dobrze (nie to, co kwiaty na podstrunnicy). Za to dla kogoś kto gra trochę na instrumencie jest to wyczuwalne. Ktoś, kto nie wie o co chodzi może mieć problem z opisaniem wrażenia, ale ewidentnie czuć, że coś jest inaczej.

Ibanez Proline Co to jest Radius gryfu

Na zdjęciu strona z katalogu Ibanez z roku 1985 - model ProLine ma gryf wyglądający jak tez z serii JS...

Kolejną cechą która wyróżnia gryf gitary Satrianiego Ibanez JS 1000 to główka - nie jest odgięta do tyłu jak we wszystkich innych Ibanezach i całej reszcie nowoczesnych gitar na świecie. Główka jest równoległa do gryfu, jak w starych Stratocaster'ach (przypuszczam, że właśnie o to chodził Satrianiemu). Joe mówi, że taka konstrukcja gryfu powoduje inne naprężenie strun, i to właśnie osobiście mu odpowiada.

główka gitary Ibanez JS 1000mocowanie gryfu z deską w Ibanezie JS 1000

Gryf jest klasycznie złączony z deską za pomocą czterech solidnych śrub i metalowej płytki z wygrawerowanym logiem Ibaneza oraz hasłem: New Ideas for Today's Musicians. Wybity jest tam też numer seryjny instrumentu. (Przypuszczam, że ten klasyczny sposób mocowania gryfu, choć chyba najmniej wygodny, musi przypominać Satrianiemu stare Stratocastery i prócz względów sentymentalnych nie widzę innego powodu by go nadal stosować. Ale mogę się grubo mylić.)

Brzmienie

Wszystkie te wizualne bajery które powodują, że jedne gitary nam się bardzo podobają a inne mniej wcale nie powodują wyjątkowości instrumentu; Jak to mówią Świetnego superstrata od byle jakiego odróżnia tylko malowanie... To nie wygląd powoduje, że gitara staje się fantastycznym instrumentem - za to odpowiada brzmienie gitary. Przyznam, że choć od pierwszego razu absolutnie polubiłem muzykę Satrianiego, to wygląd jego gitary zawsze mnie odrzucał. Co innego Ibanez Jem Steva Vaia - choć trudno mi wysłuchać którejkolwiek jego płyty dwa razy pod rząd bez zmęczenia, to jego gitara wydawała mi się szczytem doskonałości. I faktycznie, Ibanez Jem to świetny instrument, ale przyszedł czas na zmiany - więc jem poszedł do ludzi a (długo, długo potem) pojawił się Ibanez JS 1000.

Uderzając w struny na sucho, bez podłączenia wzmacniacza, gitara JS 1000 odzywa się wyraźnie zdefiniowanym, charakterystycznym brzmieniem.

Przetworniki, jakich używa Joe Satriani nie są konstrukcjami z bardzo wysokim sygnałem wyjściowym - wręcz przeciwnie. Klasyczny już Paf Pro pod gryfem (Paf Joe w najnowszych modelach) i Fred pod mostkiem grają przyjemnym, środkowym (najbardziej czytelnym) pasmem. Brak siły rażenia wysokim sygnałem kompensują fenomenalną dynamiką - gitara gra tak, jak jej muzyk nakazuje, a nie tak, jak fabryka przykazała...

I moje małe podsumowanie

Pierwsze, co mi przyszło do głowy po wyjęciu jej z kufra to "ależ lekka". Druga myśl "ależ maleńka", a trzecia myśl (po uderzeniu w struny): ależ plastik!? W porównaniu do bardzo męskiego Ibaneza RG 7620, gitara JS1000 jest mała, lekka i "z deski" gra dwa razy głośniej. Ona po prostu śpiewa. Dźwięk jest jasny, nośny, z długim sustainem kapitalnie podatny na artykulację. Nie umiem powiedzieć z czego to wynika - czy z materiału deski (bo to żaden ewenement tylko standard), konstrukcji gryfu i sposobie jego łączenia z deską czy może jeszcze coś innego - gitara Ibanez JS 1000 jaką posiadam brzmi niezwykle charakterystycznie. Przez pierwsze dni, gdy brałem ją do ręki ze stojaka miałem bardzo dziwne odczucia. Dopiero po dłuższym zapoznaniu się z tym instrumentem -jakby wzajemnym dotarciem - przekonałem się do tej barwy i w tej chwili mogę powiedzieć, że jest to najlepszy, najfajniej odzywający się instrument jaki miałem dotychczas.